Zaful // 3rd Anniversary blog giveaway


Kochane,

Mam gorącego newsa, którym chciałabym się z Wami podzielić :) Jeden z największych (i jednocześnie moich ulubionych) sklepów internetowych z odzieżą, Zaful, obchodzi właśnie trzecie urodziny. Z tej okazji przygotował wiele niespodzianek i ciekawych akcji

Jedną z nich jest urodzinowe rozdanie na oficjalnym blogu marki. I, jeśli mam być szczera, sprawa wygląda naprawdę dobrze. Link do wspomnianego bloga i zasad rozdania znajdziecie TUTAJ.

A teraz ręka do góry - kto nie lubi rozdań i konkursów? :D Koniecznie sprawdźcie zasady akcji na blogu marki i, aby wziąć udział w konkursie, zostawcie tam komentarz o następującej treści:

Bloggers' Name: Mood Book (dzięki temu identyfikatorowi będę mogła zlokalizować Was wśród innych zgłoszeń!)
Followers' Username: [tu wpiszcie swój nick]
Activity Name: [wybierzcie i wpiszcie jedną z możliwych tematyk podanych we wpisie na blogu Zaful]

Za kilka dni spośród komentujących zostaną wylosowane aż trzy osoby, które otrzymają vouchery na zakupy o wartości 100$ na zaful.com.

Nie czekajcie, spróbujcie swoich sił! Ja właśnie biegnę zostawić swój komentarz :D
Powodzenia!

Gorset, ramoneska i szpilki w stylu Céline // Kraków


Wiecie co? Wczoraj przeglądnęłam całego bloga, do samego początku. Wróciły setki wspomnień, dawnych rozterek, problemów - tych związanych z samą sobą, własnym ciałem, którego długo nie potrafiłam zaakceptować, przeróżnymi niepowodzeniami. I zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy od zawsze, właśnie teraz,  jestem w stanie powiedzieć, że w pełni akceptuję i kocham siebie. Płaską jak deska, z cellulitem, niskim wzrostem i (prawie pewnym) niezaliczeniem z ASD. Jestem szczęśliwa - sama ze sobą, tak po prostu. 
Nigdy wcześniej nie było lepiej.


Pics // mójzdolnychłopak Photography 








Wearing:

Zaful biker jacket // New Yorker skirt // Stradivarius corset
// New Yorker T-shirt // New Look pumps // F&F clutch

For the pride of future bride // muee.com


May's coming to an end and that means the wedding season has officially started. According to a polish tradition, the best months for getting married are these containing the "r" letter in their polish name. That's why straight from June (which is "czerwiec" in polish) up to sunny September (polish "wrzesień") or even October ("październik"), in conjunction with sunny days of summer or early autumn, thousands of pairs experience this most wonderful time of their common life.

But the end of May has brought me to this topic not only in connection with my country's funny traditions, but also because that has been a really special month, especially in the fashion blogosphere. As you may (or, by some miracle, may not) have heard, it's been one of the most special months for Chiara Ferragni, the most influential fashion blogger in the world, mainly because of what happened on 6th of May. It was exactly the day when she got engaged to her boyfriend, Fedez (whose tattoed arms you can see on the picture above). Now, the whole fashion world looks forward to seeing the wonderful (and the most fashionable ever, I guess!) wedding dress of a future bride.

So, yes, the groovy anticipation was mainly what took me to write this post. You know, all of these incredible dresses, tones of white lace and miles of fluffy tulle calling to mind fabulous Cinderella story can make us completely dement! I guess that some of my followers stand before this difficult dress choice, too. But don't worry, because I might just have found a place in which you can fulfill all of your dreams about this most important dress of your whole life

A few days ago I came across MUEE.com and totally got into for long hours, looking over and dreaming with Beyoncé's 'Single Ladies' as an imagined soundtrack. MUEE is a brand founded in 2007, offering more than 1200 models of beautiful dresses for special occasions, f.e. prom or wedding ones. I've been truly impressed straight since I saw their designs for the first time. MUEE pays attention to the best quality of the materials and even the smallest details, guaranteeing a high level of flair for all of their products. I'm totally in love with their beach wedding dresses, which have totally awakened my vivid imagination (whoever hasn't ever dreamt about a romantic wedding accompanied by the magic sounds of waves - be the first to throw a stone...).  

When I think of a vintage wedding dress, a picture of the one that my grandma wore on her big day comes to my mind. It was in the late 60s and the dress was completely in the mood of the decade. It was short, plain and a bit of babydoll shape. I totally loved it and felt so sorry when got to know that she sold it shortly after the wedding (it's such a sweet tradition, when a grandaughter or daughter wears a wedding dress of her ascendant during her own marriage ceremony, isn't it?). Fortunately, I found a wide range of similar vintage wedding dresses, too.  

When planning the wedding ceremony, don't forget about proper outfits for your bridesmaids! On MUEE you will also see some interesting lace bridesmaid dresses. I especially liked these in sweet pastel colours. Aren't they cute?
Oh, and hurry up to check MUEE's hundreds of lace wedding dresses in affordable prices!

So, raise your hands, all of the future brides! Let me know whether you've already found THIS dress :-)





Covered in lace, $233.99


The only thing that makes us feel alive // Kraków


Nie wiem, co za tym stoi: wada wzroku czy trzy pary okularów korekcyjnych, które już mam - fakty są takie, że w ostatnim czasie zamarzyły mi się supermodne pilotki-zerówki. ;-) I chociaż na uczelni są zupełnie niepraktyczne, uwielbiam traktować je jako szalony modowy dodatek i eksperymentować, uzupełniając nimi kolejne stylizacje. W końcu od dziecka kocham modę właśnie za to, że pozwala mi się dobrze bawić, przebierać, a nawet wcielać w coraz to nowe postaci i style
Co sądzicie o takich akcesoriach? PS. Za zdjęcia dziękuję mojemu cudownemu chłopakowi, który kilka dni temu zadebiutował w roli fotografa. Zdolny jest, nie? :-D









Wearing:

Shein shirt (find more similar ones: here) || H&M jeans || Shein coat || H&M fake glasses || Zara shoes

Happiest girl in the world


     Jeszcze dwa miesiące temu nie myślałam, że będę teraz tak bardzo szczęśliwa. Ba, nie myślałam tak nawet przed tygodniem! It's official: zdałam sesję - caaaałą, calutką! Tej cudownej wiadomości nie burzy nawet fakt, że już za kilka dni zaczynam zupełnie nowy i równie wymagający semestr. Ale żeby nie było, że radość uzależniam tylko od powodzenia na studiach: po prostu wszystko zaczyna się układać, a przede wszystkim cała masa pokręconych myśli w mojej głowie. 

     Dzisiejszy look to stylizacja rodem z serii pod tytułem "Jak wyglądam kiedy nie wyglądam". Ogromna kurtka to mój stosunkowo nowy nabytek i nieco żałuję, że nie miałam okazji nosić jej dłużej tej zimy - jestem jednak bardziej niż pewna, że w zamian za to całą kolejną spędzimy już razem! Jest idealna na chłodne zimowe dni i pasuje praktycznie do wszystkiego, więc nic dziwnego, że w doborze dodatków do niej doradza mi mój poranny leń (... no dobra, bądźmy szczerzy, nie doradza - po prostu zawsze łapię ulubioną prostą czapkę, losowy szalik i rękawiczki i mam jako taką pewność, że wszystko ładnie się skomponuje :D). Kurtkę dorwałam oczywiście w moim ulubionym sklepie Zaful.




Wearing:

Zaful coat | H&M jeans | Butik scarf | no name cap | Firmoo glasses | Thinsulate gloves

Opowiem Wam o NIM // Walentynki



     02:17. Powinnam właśnie słodko spać, bo na ósmą rano ustawiłam aż trzy budziki - i zaraz od pobudki mam w planach ambitną naukę do ostatniego już w tym semestrze egzaminu (no dobra, nie oszukujmy się, ten ostatni egzamin pisałam już 3. lutego: po prostu zawodowo uwaliłam pierwszy termin ;)). Ale co zrobić, kiedy akurat teraz zebrało mi się na nie dające zmrużyć oka, dręczące przemyślenia? W końcu dzisiaj Walentynki, a więc idealny czas na to, by podsumować najdłuższy związek mojego życia.

     Nie mogę uwierzyć, że za nieco ponad miesiąc “stuknie” nam już okrągła piąta rocznica. To dokładnie 25% (czy jak kto woli, 1/4) mojego dotychczasowego życia! Od dawna znam swój charakter i jestem mocno świadoma dzisiejszych realiów, dlatego jeśli mam być szczera, nigdy nie przypuszczałam, że tak długo pozostaniemy sobie wierni. I prawdę mówiąc, nie jestem w stanie przypomnieć sobie, jak właściwie to wszystko się zaczęło :D Wiem na pewno, że jak na ogarniętą głęboką fascynacją nastolatkę przystało, już na długo przedtem wiele o nim myślałam. Zastanawiałam się, jaki będzie, czy sprosta moim oczekiwaniom, i wreszcie - jak zareagują na niego inni, a przede wszystkim najbliższa rodzina i przyjaciele. Mimo że przed nim miałam już na tym polu pewne doświadczenia, na pewno też trochę się bałam: dręczyła mnie myśl, że ten układ może nie mieć wielkich szans na powodzenie. Od zawsze byłam wrażliwa, a i same na pewno wiecie, jak łatwo jest zawieść delikatne piętnastoletnie serce ;) 

      Wiele razem przeszliśmy. Zdarzały nam się wzloty i upadki, bywały porażki i łzy, ale i dni, kiedy tylko dzięki niemu miałam ochotę wstać rano z łóżka, żyć, uśmiechać się, kontynuować i rozwijać swoje pasje. Zwierzałam mu się z największych trosk i problemów, narzekałam na szkołę (ech, żeby wszystko było w życiu tak trudne, jak matma w trzeciej klasie gimnazjum). Razem z utęsknieniem czekaliśmy na nadchodzące święta i ferie, bo wiedziałam, że to jedyny czas, kiedy będę w stanie poświęcić mu sto procent uwagi. Przyznaję się bez bicia - nie zawsze byłam mu wierna, ale jakoś nigdy nie miał do mnie o to pretensji. Jeśli kiedykolwiek byliście w tak poważnym związku, na pewno wiecie, jak to jest: nieraz w naszym życiu pojawia się natłok ważnych spraw, żmudnych obowiązków, problemów, przez które czasowa rozłąka staje się w zasadzie nieunikniona. Tak działo się kiedy przygotowywałam się do matury albo kiedy miałam trudniejszy psychicznie okres, i podobnie dzieje się teraz, na studiach. Odkąd wciągnęłam się w wir nauki (i walki o przetrwanie w tym cholernie ciężkim WIETnamie), mamy kontakt średnio raz na miesiąc, czasem nawet dwa. I chociaż kiedy to czytacie, pewnie brzmi to koszmarnie, ale tak - mam pewność, że przynajmniej dopóki jestem w pełni władz rozumu, nie przejmie go żadna inna dziewczyna.


      Może nie jestem wymarzonym typem kobiety, ale zapewniam, że zawsze o niego dbałam. Starałam się, żeby ciągle dobrze wyglądał i ani trochę nie przejmowałam, kiedy inni, a zwłaszcza znajomi, nie mieli oporu przed wyśmiewaniem go. Nie mam mu za złe, że jeszcze nigdy nie zabrał mnie na romantyczną kolację - wynagradza mi to w tysiącach komplementów, które w nim odnajduję, i w nieustannym uśmiechu, jaki wywołuje na mojej twarzy. Łączą nas zainteresowania i pasje, setki zdjęć, tysiące mniej lub bardziej przemyślanych (...i mądrych) słów i jeszcze większa liczba wspólnie spędzonych godzin. Nie żałuję ani jednego z nich.



     
 
     Po tych wspólnie spędzonych pięciu latach niezmiennie jestem z niego dumna. Co więcej, nie zamienię go na żaden inny i baaardzo cieszę się, że go czytacie. Owszem, o blogu mowa (a ja zabawiłam się właśnie w trolla miesiąca) :D Ale żarty na bok - naprawdę mam nadzieję, że moja miłość do blogowania będzie trwała jeszcze przez wiele kolejnych lat! Tego życzę z okazji dzisiejszego święta sobie samej, a Wam - wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim tej jedynej prawdziwej miłości (jeśli jeszcze jej nie odnaleźliście - miejcie się na baczności i nie przegapcie ani chwili!), i to takiej celebrowanej nie tylko dzisiaj, ale i przez cały rok!

PS. Aktualizacja z godziny 16:39 - nawet trzy budziki nie dały sobie ze mną rady. Ludzie mówią na to chyba “życie na krawędzi”.








 Wearing:
Zaful sweatshirt // New Look pumps  // H&M jeans // H&M earrings

Lakiery hybrydowe NEESS

Słyszeliście kiedykolwiek o marce Neess? Jeśli nie - radzę dobrze zapamiętać tę nazwę. Od jakiegoś czasu mam przyjemność testować produkty tej firmy i jestem z nich niesamowicie zadowolona. To moje nowe małe wielkie odkrycie. Dlaczego? Zapraszam do lektury!

W ofercie Neess znajdują się przede wszystkim lakiery hybrydowe i wszelkiej maści ozdoby do paznokci, ale również bardzo dobrej jakości pędzle do makijażu czy akcesoria do włosów takie jak szczotki czy lokówki. W swojej recenzji skupię się przede wszystkim na pierwszej z tych kategorii produktów. Do przetestowania otrzymałam primer, bazę, top oraz dwa kolory - Aleja Gwiazd i Niebieski Koralik.  Cała dostępna gama kolorystyczna jest cudowna - a do tego te urocze nazwy (nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam, kiedy produkty oprócz nudnych numerków mają jakieś słodkie określenia)! Ogromny plus za pigmentację - kolory są intensywne i niesamowicie trwałe. Już zauważyłam, że będą bardzo wydajne. Idealnie pokrywają płytkę paznokcia już przy drugiej warstwie i bardzo dobrze współpracują z załączoną bazą i topem.

Kolejną zaletą są również bardzo zgrabne pędzelki, w jakie zostały wyposażone buteleczki - zwłaszcza z tym od bazy pracuje mi się wręcz rewelacyjnie. Lubię też samą konsystencję lakierów: bardzo dobrze się rozprowadzają i nie rozpływają na boki podczas malowania, dzięki czemu podczas stylizacji nie muszę martwić się, że perfekcyjny manicure ulegnie uszkodzeniu jeszcze przed samym utwardzeniem. A jeśli zaś chodzi o samo utwardzanie - zupełnie standardowe i bezproblemowe. W mojej lampie LED 6W na utwardzenie bazy czy koloru przeznaczam 45 sekund, natomiast na utwardzenie topu - 90, i jest w sam raz. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie też trwałość. Przez cały czas pazurki pozostają lśniące, manicure nie kruszy się ani nie pęka. Po dwóch tygodniach paznokcie wyglądają równie perfekcyjnie, co zaraz po pomalowaniu i jedynym powodem, dla którego (ze smutkiem) decyduję się je zdejmować jest drażniący nieestetyczny odrost. Ale i to nie jest dużym problemem, bo lakiery pod wpływem acetonu schodzą niezwykle wręcz posłusznie :-)

Odkąd zaczęłam zabawę z hybrydami (czyli od około roku) używałam już lakierów wielu marek, ale dopiero teraz jestem skłonna powiedzieć, że chyba czas najwyższy jakoś się ustatkować :D Moje serce w całości oddaję marce Neess i z niecierpliwością oczekuję kolejnych niesamowitych odcieni i innych makijażowych gadżetów. Produkty marki znajdziecie w drogeriach Rossmann oraz na oficjalnej stronie producenta - neess.pl

Podsumowując - jeszcze raz gorąco polecam!




Jak podoba Wam się moja paznokciowa propozycja? W czasie Karnawału brokat to dla mnie obowiązkowy element każdego manicure. W tym, który prezentuję Wam poniżej, wykorzystałam złocisty lakier Aleja Gwiazd i połyskujący efekt tęczy w proszku Neess w dwóch kolorach - czerwonym i złotym. Też jesteście takimi małymi "srokami"? :)










PS. Wszystkie dostępne odcienie znajdziecie tutaj  - ale żeby nie było, że nie uprzedzałam - naprawdę ciężko ograniczyć się tylko do kilku!

New Year's Eve // Eveline Cosmetics


     Dzisiaj Sylwester! Mam nadzieję, że przygotowania idą zgodnie z planem :) To dla mnie szczególny dzień, bo już nie mogę doczekać się nowego roku - wierzę, że przyniesie wiele pozytywnych zmian. A jeśli już witać nowe, to z rozmachem :D Dlatego postawię dziś na coś szalonego - cekiny, błyszcząca biżuteria i szalony makijaż inspirowany imprezowymi latami 80. to obowiązek!

     Z okazji Sylwestra przygotowałam dla Was troszkę inny post, w którym pokażę moją makijażową propozycję na dzisiejszy wieczór. Tak jak wspomniałam już wcześniej, moją główną inspiracją do jego wykonania był szalony klimat lat 80. Do srebrnej cekinowej marynarki dobrałam pigment w identycznym odcieniu i dodatkowo "przydymiłam" oko ciemniejszymi cieniami. Wykończyłam je subtelną kreską i bardzo delikatnymi sztucznymi rzęsami. Największy problem miałam z ustami - nie mogłam zdecydować się, czy postawić na klasyczną satynową czerwień, czy jednak na bardziej odważną błyszczącą pomadkę w odcieniu intensywnej śliwki. Dlatego podrzucam Wam tu obie propozycje i czekam na Wasze opinie - do sylwestrowej nocy już coraz mniej czasu! Jak na razie skłaniam się bardziej ku śliwce, ale liczę na Wasze dobre rady :)

     Większość produktów, które wykorzystałam, pochodzi od Eveline Cosmetics. 

     W nowym, 2017 roku życzę Wam spełnienia najskrytszych planów i marzeń - nie tylko tych zakupowych :) Dużo energii do stawiania czoła codziennym wyzwaniom, duuuuużo miłości, uśmiechu, sukcesów... i przede wszystkim setek udanych stylizacji! 

Buziaki :)







Kosmetyki, których użyłam do wykonania make-upu:

  • Podkład matująco-kryjący MATT Pro Expert  - 401 COOL BEIGE
  • Korektor 2 w 1 kryjąco-rozświetlający Eveline Art Scenic - 08 PORCELAIN
  • Puder sypki Eveline Professional Art Make-Up - 01 TRANSPARENT
  • Paletka do konturowania Eveline Colour Sensation 3 in 1 - 02 PEACH BEIGE
  • Sypkie cienie Hean LOOSE Eyeshadow - 259 FROZEN WHITE
  • Tusz do rzęs Eveline All In One Mascara
  • Sztuczne rzęsy CN Direct 
  • Czerwona pomadka Eveline Velvet Matt - kolor 503
  • Cudny fioletowy balsam trwale barwiący usta Eveline Lip Tint - 106 BLACK ORCHID


zBLOGowani.pl