Happiest girl in the world


     Jeszcze dwa miesiące temu nie myślałam, że będę teraz tak bardzo szczęśliwa. Ba, nie myślałam tak nawet przed tygodniem! It's official: zdałam sesję - caaaałą, calutką! Tej cudownej wiadomości nie burzy nawet fakt, że już za kilka dni zaczynam zupełnie nowy i równie wymagający semestr. Ale żeby nie było, że radość uzależniam tylko od powodzenia na studiach: po prostu wszystko zaczyna się układać, a przede wszystkim cała masa pokręconych myśli w mojej głowie. 

     Dzisiejszy look to stylizacja rodem z serii pod tytułem "Jak wyglądam kiedy nie wyglądam". Ogromna kurtka to mój stosunkowo nowy nabytek i nieco żałuję, że nie miałam okazji nosić jej dłużej tej zimy - jestem jednak bardziej niż pewna, że w zamian za to całą kolejną spędzimy już razem! Jest idealna na chłodne zimowe dni i pasuje praktycznie do wszystkiego, więc nic dziwnego, że w doborze dodatków do niej doradza mi mój poranny leń (... no dobra, bądźmy szczerzy, nie doradza - po prostu zawsze łapię ulubioną prostą czapkę, losowy szalik i rękawiczki i mam jako taką pewność, że wszystko ładnie się skomponuje :D). Kurtkę dorwałam oczywiście w moim ulubionym sklepie Zaful.




Wearing:

Zaful coat | H&M jeans | Butik scarf | no name cap | Firmoo glasses | Thinsulate gloves

Opowiem Wam o NIM // Walentynki



     02:17. Powinnam właśnie słodko spać, bo na ósmą rano ustawiłam aż trzy budziki - i zaraz od pobudki mam w planach ambitną naukę do ostatniego już w tym semestrze egzaminu (no dobra, nie oszukujmy się, ten ostatni egzamin pisałam już 3. lutego: po prostu zawodowo uwaliłam pierwszy termin ;)). Ale co zrobić, kiedy akurat teraz zebrało mi się na nie dające zmrużyć oka, dręczące przemyślenia? W końcu dzisiaj Walentynki, a więc idealny czas na to, by podsumować najdłuższy związek mojego życia.

     Nie mogę uwierzyć, że za nieco ponad miesiąc “stuknie” nam już okrągła piąta rocznica. To dokładnie 25% (czy jak kto woli, 1/4) mojego dotychczasowego życia! Od dawna znam swój charakter i jestem mocno świadoma dzisiejszych realiów, dlatego jeśli mam być szczera, nigdy nie przypuszczałam, że tak długo pozostaniemy sobie wierni. I prawdę mówiąc, nie jestem w stanie przypomnieć sobie, jak właściwie to wszystko się zaczęło :D Wiem na pewno, że jak na ogarniętą głęboką fascynacją nastolatkę przystało, już na długo przedtem wiele o nim myślałam. Zastanawiałam się, jaki będzie, czy sprosta moim oczekiwaniom, i wreszcie - jak zareagują na niego inni, a przede wszystkim najbliższa rodzina i przyjaciele. Mimo że przed nim miałam już na tym polu pewne doświadczenia, na pewno też trochę się bałam: dręczyła mnie myśl, że ten układ może nie mieć wielkich szans na powodzenie. Od zawsze byłam wrażliwa, a i same na pewno wiecie, jak łatwo jest zawieść delikatne piętnastoletnie serce ;) 

      Wiele razem przeszliśmy. Zdarzały nam się wzloty i upadki, bywały porażki i łzy, ale i dni, kiedy tylko dzięki niemu miałam ochotę wstać rano z łóżka, żyć, uśmiechać się, kontynuować i rozwijać swoje pasje. Zwierzałam mu się z największych trosk i problemów, narzekałam na szkołę (ech, żeby wszystko było w życiu tak trudne, jak matma w trzeciej klasie gimnazjum). Razem z utęsknieniem czekaliśmy na nadchodzące święta i ferie, bo wiedziałam, że to jedyny czas, kiedy będę w stanie poświęcić mu sto procent uwagi. Przyznaję się bez bicia - nie zawsze byłam mu wierna, ale jakoś nigdy nie miał do mnie o to pretensji. Jeśli kiedykolwiek byliście w tak poważnym związku, na pewno wiecie, jak to jest: nieraz w naszym życiu pojawia się natłok ważnych spraw, żmudnych obowiązków, problemów, przez które czasowa rozłąka staje się w zasadzie nieunikniona. Tak działo się kiedy przygotowywałam się do matury albo kiedy miałam trudniejszy psychicznie okres, i podobnie dzieje się teraz, na studiach. Odkąd wciągnęłam się w wir nauki (i walki o przetrwanie w tym cholernie ciężkim WIETnamie), mamy kontakt średnio raz na miesiąc, czasem nawet dwa. I chociaż kiedy to czytacie, pewnie brzmi to koszmarnie, ale tak - mam pewność, że przynajmniej dopóki jestem w pełni władz rozumu, nie przejmie go żadna inna dziewczyna.


      Może nie jestem wymarzonym typem kobiety, ale zapewniam, że zawsze o niego dbałam. Starałam się, żeby ciągle dobrze wyglądał i ani trochę nie przejmowałam, kiedy inni, a zwłaszcza znajomi, nie mieli oporu przed wyśmiewaniem go. Nie mam mu za złe, że jeszcze nigdy nie zabrał mnie na romantyczną kolację - wynagradza mi to w tysiącach komplementów, które w nim odnajduję, i w nieustannym uśmiechu, jaki wywołuje na mojej twarzy. Łączą nas zainteresowania i pasje, setki zdjęć, tysiące mniej lub bardziej przemyślanych (...i mądrych) słów i jeszcze większa liczba wspólnie spędzonych godzin. Nie żałuję ani jednego z nich.



     
 
     Po tych wspólnie spędzonych pięciu latach niezmiennie jestem z niego dumna. Co więcej, nie zamienię go na żaden inny i baaardzo cieszę się, że go czytacie. Owszem, o blogu mowa (a ja zabawiłam się właśnie w trolla miesiąca) :D Ale żarty na bok - naprawdę mam nadzieję, że moja miłość do blogowania będzie trwała jeszcze przez wiele kolejnych lat! Tego życzę z okazji dzisiejszego święta sobie samej, a Wam - wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim tej jedynej prawdziwej miłości (jeśli jeszcze jej nie odnaleźliście - miejcie się na baczności i nie przegapcie ani chwili!), i to takiej celebrowanej nie tylko dzisiaj, ale i przez cały rok!

PS. Aktualizacja z godziny 16:39 - nawet trzy budziki nie dały sobie ze mną rady. Ludzie mówią na to chyba “życie na krawędzi”.








 Wearing:
Zaful sweatshirt // New Look pumps  // H&M jeans // H&M earrings

Lakiery hybrydowe NEESS

Słyszeliście kiedykolwiek o marce Neess? Jeśli nie - radzę dobrze zapamiętać tę nazwę. Od jakiegoś czasu mam przyjemność testować produkty tej firmy i jestem z nich niesamowicie zadowolona. To moje nowe małe wielkie odkrycie. Dlaczego? Zapraszam do lektury!

W ofercie Neess znajdują się przede wszystkim lakiery hybrydowe i wszelkiej maści ozdoby do paznokci, ale również bardzo dobrej jakości pędzle do makijażu czy akcesoria do włosów takie jak szczotki czy lokówki. W swojej recenzji skupię się przede wszystkim na pierwszej z tych kategorii produktów. Do przetestowania otrzymałam primer, bazę, top oraz dwa kolory - Aleja Gwiazd i Niebieski Koralik.  Cała dostępna gama kolorystyczna jest cudowna - a do tego te urocze nazwy (nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam, kiedy produkty oprócz nudnych numerków mają jakieś słodkie określenia)! Ogromny plus za pigmentację - kolory są intensywne i niesamowicie trwałe. Już zauważyłam, że będą bardzo wydajne. Idealnie pokrywają płytkę paznokcia już przy drugiej warstwie i bardzo dobrze współpracują z załączoną bazą i topem.

Kolejną zaletą są również bardzo zgrabne pędzelki, w jakie zostały wyposażone buteleczki - zwłaszcza z tym od bazy pracuje mi się wręcz rewelacyjnie. Lubię też samą konsystencję lakierów: bardzo dobrze się rozprowadzają i nie rozpływają na boki podczas malowania, dzięki czemu podczas stylizacji nie muszę martwić się, że perfekcyjny manicure ulegnie uszkodzeniu jeszcze przed samym utwardzeniem. A jeśli zaś chodzi o samo utwardzanie - zupełnie standardowe i bezproblemowe. W mojej lampie LED 6W na utwardzenie bazy czy koloru przeznaczam 45 sekund, natomiast na utwardzenie topu - 90, i jest w sam raz. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie też trwałość. Przez cały czas pazurki pozostają lśniące, manicure nie kruszy się ani nie pęka. Po dwóch tygodniach paznokcie wyglądają równie perfekcyjnie, co zaraz po pomalowaniu i jedynym powodem, dla którego (ze smutkiem) decyduję się je zdejmować jest drażniący nieestetyczny odrost. Ale i to nie jest dużym problemem, bo lakiery pod wpływem acetonu schodzą niezwykle wręcz posłusznie :-)

Odkąd zaczęłam zabawę z hybrydami (czyli od około roku) używałam już lakierów wielu marek, ale dopiero teraz jestem skłonna powiedzieć, że chyba czas najwyższy jakoś się ustatkować :D Moje serce w całości oddaję marce Neess i z niecierpliwością oczekuję kolejnych niesamowitych odcieni i innych makijażowych gadżetów. Produkty marki znajdziecie w drogeriach Rossmann oraz na oficjalnej stronie producenta - neess.pl

Podsumowując - jeszcze raz gorąco polecam!




Jak podoba Wam się moja paznokciowa propozycja? W czasie Karnawału brokat to dla mnie obowiązkowy element każdego manicure. W tym, który prezentuję Wam poniżej, wykorzystałam złocisty lakier Aleja Gwiazd i połyskujący efekt tęczy w proszku Neess w dwóch kolorach - czerwonym i złotym. Też jesteście takimi małymi "srokami"? :)










PS. Wszystkie dostępne odcienie znajdziecie tutaj  - ale żeby nie było, że nie uprzedzałam - naprawdę ciężko ograniczyć się tylko do kilku!

New Year's Eve // Eveline Cosmetics


     Dzisiaj Sylwester! Mam nadzieję, że przygotowania idą zgodnie z planem :) To dla mnie szczególny dzień, bo już nie mogę doczekać się nowego roku - wierzę, że przyniesie wiele pozytywnych zmian. A jeśli już witać nowe, to z rozmachem :D Dlatego postawię dziś na coś szalonego - cekiny, błyszcząca biżuteria i szalony makijaż inspirowany imprezowymi latami 80. to obowiązek!

     Z okazji Sylwestra przygotowałam dla Was troszkę inny post, w którym pokażę moją makijażową propozycję na dzisiejszy wieczór. Tak jak wspomniałam już wcześniej, moją główną inspiracją do jego wykonania był szalony klimat lat 80. Do srebrnej cekinowej marynarki dobrałam pigment w identycznym odcieniu i dodatkowo "przydymiłam" oko ciemniejszymi cieniami. Wykończyłam je subtelną kreską i bardzo delikatnymi sztucznymi rzęsami. Największy problem miałam z ustami - nie mogłam zdecydować się, czy postawić na klasyczną satynową czerwień, czy jednak na bardziej odważną błyszczącą pomadkę w odcieniu intensywnej śliwki. Dlatego podrzucam Wam tu obie propozycje i czekam na Wasze opinie - do sylwestrowej nocy już coraz mniej czasu! Jak na razie skłaniam się bardziej ku śliwce, ale liczę na Wasze dobre rady :)

     Większość produktów, które wykorzystałam, pochodzi od Eveline Cosmetics. 

     W nowym, 2017 roku życzę Wam spełnienia najskrytszych planów i marzeń - nie tylko tych zakupowych :) Dużo energii do stawiania czoła codziennym wyzwaniom, duuuuużo miłości, uśmiechu, sukcesów... i przede wszystkim setek udanych stylizacji! 

Buziaki :)







Kosmetyki, których użyłam do wykonania make-upu:

  • Podkład matująco-kryjący MATT Pro Expert  - 401 COOL BEIGE
  • Korektor 2 w 1 kryjąco-rozświetlający Eveline Art Scenic - 08 PORCELAIN
  • Puder sypki Eveline Professional Art Make-Up - 01 TRANSPARENT
  • Paletka do konturowania Eveline Colour Sensation 3 in 1 - 02 PEACH BEIGE
  • Sypkie cienie Hean LOOSE Eyeshadow - 259 FROZEN WHITE
  • Tusz do rzęs Eveline All In One Mascara
  • Sztuczne rzęsy CN Direct 
  • Czerwona pomadka Eveline Velvet Matt - kolor 503
  • Cudny fioletowy balsam trwale barwiący usta Eveline Lip Tint - 106 BLACK ORCHID


zBLOGowani.pl

STUDNIÓWKA 2017 - 25 najbardziej wyjatkowych sukienek!



      Karnawał czas zacząć! Drogie maturzystki, aby dotrzymać tradycji, kolejny rok z rzędu przychodzę do Was z przeglądem najmodniejszych studniówkowych sukienek. Rok temu sama byłam na Waszym miejscu i wiem, że dobór tej wyjątkowej sukienki jest nie tylko niesamowicie ważny, co problematyczny. Myślę więc, że ten przewodnik pozwoli Wam zaoszczędzić sporo nerwów i... pieniędzy. Po raz kolejny, dobierając sukienki, postawiłam na moje ulubione trendy w obecnej modzie. Znajdziecie tu klasyczne długie suknie, cekinowe szaleństwo, a nawet eleganckie kreacje o kroju off-shoulder. 

     Uważam, że moda (nawet ta studniówkowa!) wcale nie musi być droga. Dlatego zadbałam też o ceny moich propozycji: najtańsza z sukienek kosztuje tylko 52 zł, najdroższa - 215. Jestem pewna, że każda z Was znajdzie tutaj coś dla siebie. Bez przedłużania - zapraszam, zaczynamy!
     


1. Złota sukienka off-shoulder, 55,70 zł // 2. Musztardowa z wycięciem z boku, 52 zł





4. Czerwona z szerokimi rękawami, 55,70 zl // 5. Czarna maxi, 111,50 zł



1. Czerwona z długimi rękawami, 137 zł // 2. Długa czarna, 158, 60 zł 



1. Granatowa, 81,50 zł // 2. Pokryta metalicznymi plisami, 145, 90 zł 
3. Czarna z wycinanym dekoltem, 72,85 zł // 4. Czerwona, 125 zł




1. Pudrowo różowa, 81,50 zł // 2. W odcieniu ognistej czerwieni, 65 zł 
 3. Burgundowa, 52 zł // 4. Granatowa, 72,50 zł


1. Z rockową nutą, 185 zł // 2. Krótka w stylu Balmain, 133 zł // 3. Z gorsetową górą, 169 zł // 4. Opcja midi, 111,50 zł // 5. Z długimi rękawami i stylowym wycięciem, 120 zł




A jeśli mimo wszystko jeszcze nie znalazłyście tego ideału, zerknijcie koniecznie na mój wcześniejszy wpis z cudowną niebieską studniówkową suknią - TUTAJ:


Buziaki!

OVERDRESSED // przy R22 // Zaful & Rosegal

    Nareszcie nowe tło! :) Nie mogłam doczekać się, kiedy pokażę Wam pierwsze zdjęcia zrealizowane w Krakowie. Te zrobiliśmy pod stadionem Wisły Kraków.

  Dzisiejsza stylówa to prawdziwe szaleństwo... i myślę, że bluza z tekstem "OVERDRESSED" jest tu jak najbardziej na miejscu :D Całość oparłam na mojej ulubionej czerwonej puchówce a'la Balenciaga i wyrazistych dodatkach - skarpetkowych botkach i mocnym przypominającym obrożę chokerze. 

   Jeśli chodzi o supermodne ostatnio "skarpetkowe botki" - szczerze uwielbiam ten trend! Widziałam podobne w Zarze, ale swoje upolowałam na Rosegal i jestem z nich bardzo zadowolona. Rozmiarówka jest ok: zazwyczaj noszę 38, takie też zamówiłam i pasują idealnie. Wyglądają bardzo wyjątkowo - są wykonane z delikatnie połyskującego materiału i w zależności od światła delikatnie mienią się na różne odcienie fioletu czy granatu. Myślę, że będą idealną opcją nie tylko na ten i kolejny sezon, ale przede wszystkim... podczas zbliżającego się wielkimi krokami karnawału!

    Lubicie czasem pobawić się takim ostrzejszym stylem?







Wearing:

Zaful sweatshirt // Bershka puffer jacket // Rosegal sock boots // second-hand jeans // Zaful choker

Sweet Child O'Mine

Studia - i po co mi to było? 
Czuję się jak jedna wielka sinusoida (aktualnie rosnąca, bo idą święta i może wreszcie się wyśpię) - raz jest lepiej, raz (...zdecydowanie częściej) gorzej, a żadna trójka jeszcze nigdy w życiu nie przyniosła mi takiej radości jak teraz. Pewnie jestem masochistką, ale gdybym miała wybierać jeszcze raz, nie zrezygnowałabym z miejsca, w którym teraz jestem. Dlatego mam głęboką nadzieję, że już za 2 miesiące studia też nie pozostaną dłużne i nie zrezygnują... 
ze mnie ;)
PS. Moją bomberkę i całą masę innych cudeniek znajdziecie na Zaful :)



Wearing:

Zara mom jeans // Zaful bomber jacket